Łukasz Konarski, nie owija w bawełnę: projekty, które przez lata blokowano i krytykowano, dziś są „oczywistymi priorytetami” – rzecz jasna dopiero po odsunięciu go od władzy. W ostrych i pełnych ironii słowach podsumowuje rok prezydentury Anny Nemś.

Jak Pan ocenia zmiany i inwestycje, które zrealizowano w Zawierciu w ciągu ostatniego roku?

Chciałem bardzo podziękować pani prezydent Nemś za tak wierne i skrupulatne wykonywanie mojego programu wyborczego.

Zabrzmiało to jak list gratulacyjny z nutą ironii.

Nie wszystko jest wykonywane tak jak uważam, że powinno być robione. Mam nadzieję, że ważne projekty dla mieszkańców i miasta nadal będą realizowane. To, co kiedyś było „be”, dziś jest trendy. Hipokryci rządzą miastem. W poprzedniej kadencji radni byli przeciwni zgłaszanym przeze mnie propozycjom, mówiono, że miasta na to nie stać, a dziś niemal ci sami radni są za. Moje pomysły były blokowane i krytykowane, teraz magicznie stały się projektami priorytetowymi.

Lepiej późno niż wcale…

Tylko, że o wiele drożej. Ceny na rynku usług budowlanych w porównaniu do cen za czasów mojej kadencji wysoko poszybowały w górę. Mieszkańcy stracili wiele swoich pieniędzy, ponieważ to zawiercianie są rzeczywistymi dysponentami budżetu miasta.

To są bardzo mocne zarzuty, proszę podać konkrety.

Remont Miejskiego Ośrodka Kultury, wodny plac zabaw, termomodernizacje, festyny i imprezy dla mieszkańców. Mówiono, że nawet za dużo kwiatków pojawiło się w mieście, gdy byłem prezydentem, a teraz widzę, że pani prezydent dostawiła kolejne donice. Zarzucano mi zadłużanie miasta, a teraz wzięto kolejne obligacje. Fakty są takie, że za mojej kadencji oddłużaliśmy miasto, a teraz miasto się zadłuża. Obiecywano, że nie będzie imprez w Parku im. Mickiewicza, a teraz organizuje się tam wydarzenia co tydzień.

Chce Pan powiedzieć, że mamy do czynienia z kontynuacją?

Rozumiem, że odcinanie kuponów od cudzej pracy jest wygodne, ale warto by było też się czymś wykazać i mówię to zarówno do Pani prezydent, jak i całej ekipy PO trzymającej władzę w mieście i powiecie.

Tematem kampanii wyborczej była budowa hali sportowo-widowiskowej. Pan chciał, żeby hala powstała w miejscu starej hali OSiR przy ul. Moniuszki. Pani prezydent i większa część radnych chce budować obiekt w innej lokalizacji.

Zarzucano mi, że nie konsultowałem lokalizacji z mieszkańcami. Tymczasem Pani prezydent nie ogłosiła żadnych konsultacji społecznych i wyrzuciła do kosza projekt nowej hali, który przygotowaliśmy wraz z uzyskanym już pozwoleniem na budowę! Bez przeprowadzenia szerokich konsultacji społecznych autorytarnie ogłoszono, że hala ma powstać przy ul. Wojska Polskiego.

Projekt, który obecnie forsuje pani prezydent, spełnia Pana oczekiwania?

Przecież nie ma żadnego projektu, są tylko słowa i jakieś wstępne złożenia, a upłynął już rok! Są tylko obietnice, mydlenie oczu kibicom, piękne zapewnienia – tylko konkretów brak. Hala jest potrzebna, ale chciałbym, żeby większy nacisk kłaść w tym projekcie na uniwersalność tego budynku – jako miejsca rozwoju, spotkań i wydarzeń całego powiatu. To nie ma być tylko hala jednego sportu i jednego klubu.

Przecież nikt tak nie twierdzi. Podkreśla się wręcz, że hala ma służyć wszystkim mieszkańcom.

Mój projekt, który ma już pozwolenie na budowę, zakładał jego uniwersalność i dostępność. Nie można jednak tego powiedzieć o pomyśle, który obecnie ma pani prezydent. Uważam, że lokalizacja jest błędna – zmniejsza dostępność, m. in. uczniom, do swobodnego uczestniczenia w zajęciach czy treningach. Zanim uczniowie dojechaliby na WF czy trening do hali na wylocie z Zawiercia, to skończyłaby się lekcja wychowania fizycznego. Nie masz samochodu – masz problem!

Powstał w urzędzie zespół do spraw budowy, szukane są środki na realizację inwestycji.

Zespół spotkał się kilka razy i to by było na tyle. Do tej pory nikt nie wskazał źródeł finansowania. Zgoda jest tylko co do tego, że z budżetu miasta nikt nie jest w stanie wybudować hali. Tymczasem pani prezydent rzuca opinii publicznej kolejne barwne inwestycje, na które też szuka zewnętrznego finansowania. Trwa festiwal obietnic. Co jest więc priorytetem: hala czy kolejne nierealne do zrealizowania inwestycje? Może pani prezydent Nemś chce zadłużać miasto na te wszystkie realizacje?

Za Pańskiej kadencji zrobiono projekt, pozyskano pozwolenie na budowę hali przy ul. Moniuszki, a co z finansowaniem inwestycji?

Finansowo, jak zawsze to powtarzałem, jest to ogromne wyzwanie dla budżetu miejskiego, dlatego trzeba robić absolutnie wszystko, by zdobywać środki zewnętrzne. Pani prezydent nagrała przed wyborami film z ministrem Sławomirem Nitrasem, miało dojść do rozmów i cisza. Poprzedni rząd realizował Program Polski Ład, w którym możliwe było stuprocentowe dofinansowanie od rządu na takie inwestycje. Dzięki niemu wybudowano halę sportową przy szkole w Kromołowie, toczą się też inne inwestycje: budowa infrastruktury za 60 milionów w Strefie Aktywności Gospodarczej i sortownia odpadów. Obecny rząd nie stwarza takich możliwości. I nie uważam, aby dobrym pomysłem było oszczędzanie na edukacji, tylko po to, by wybudować halę.

W okolicznych Ciągowicach planuje się stworzenie ośrodka dla uchodźców. Sprawa budzi emocje – mieszkańcy są zaniepokojeni, politycy milczą lub dolewają oliwy do ognia. Jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie?

Rolą polityka jest stonowanie emocji, które sięgają zenitu. W gniewie trudno odróżnić, co jest prawdą, a co fałszem. Dziś mamy za mało informacji. Jak ten ośrodek ma wyglądać, kto będzie ponosić jego koszty, czy będzie to ośrodek otwarty czy zamknięty – tego nie wiemy. Niech więcej informacji w tym temacie się wyklaruje, wtedy będziemy mogli dyskutować.

Zawiercie, podobnie jak wiele miast, boryka się z kryzysem demograficznym – spada liczba dzieci w szkołach, maleje liczba mieszkańców. Czy w tej sytuacji należy zamykać szkoły i redukować etaty nauczycieli?

Trzeba dobrze zarządzać miastem i komunikować się z nauczycielami, dyrektorami szkół, z mieszkańcami. My, jako samorządowcy, możemy – a właściwie musimy – dbać o to, żeby młodzi ludzie mieli warunki do zakładania rodzin. Chodzi o mieszkalnictwo i przyciąganie inwestorów. W poprzedniej kadencji utworzony został SIM SMS, który ma wybudować 145 mieszkań w Kromołowie. Właśnie zakończyła się budowa trzech budynków komunalnych na osiedlu TAZ i remont dwóch przeznaczonych na mieszkania wspomagane. Deweloperzy też próbują – z różnym skutkiem – budować w Zawierciu bloki i domy jednorodzinne. Uzbrajając strefę gospodarczą, pojawiły się nowe miejsca pracy – chociażby w Elementalu i innych nowych firmach. Wszystko wskazuje, że niedługo pojawi się centrum logistyczne Dino, które ma zatrudnić około 350 pracowników. Strategia rozwoju, którą prowadziliśmy z moim zespołem przynosi rezultaty. Pytanie co dalej? Szkoda, że to wszystko się marnuje. Pani prezydent nie ma żadnego planu dla Zawiercia.

Jak pozyskać nowych i mieszkańców i jak utrzymać obecnych w mieście?

Powiem brutalnie, panie redaktorze – i niech się nikt nie obraża, bo czas przestać udawać, że problemy demograficzne rozwiązuje się huśtawką na osiedlu. To, że jakiś prezydent postawi gdzieś plac zabaw, nie sprawi nagle, że młody człowiek, który właśnie szykuje się do wyprowadzki z Zawiercia, rzuci walizkę i powie: „O rany, jaka fajna zjeżdżalnia! Zostaję!”.

Jednym zdaniem: potrzebujmy strategi, by zatrzymać depopulacje?

Przez lata centrum Zawiercia wyglądało jakby ktoś zapomniał, że tu w ogóle mieszkają ludzie. Dziś wreszcie widać zmianę – są nowe inwestycje. Kto jeszcze pamięta księżycowy krajobraz hałdy gruzu na Zafamie? I zieleń, która przetrwała nawet zmianę władzy. Tzw. „kwiatki Konarskiego” miały zniknąć po wyborach – a jednak, o zgrozo, rosną dalej. Jeśli obecna ekipa myśli, że wystarczy pokazać się raz na osiedlu z łopatą i fotografem, żeby rozwiązać lokalne problemy – to życzę powodzenia. Ale prawdziwe potrzeby tych osiedli – społeczne i infrastrukturalne – są poważniejsze niż sezonowa akcja promocyjna. I to właśnie na nich powinna się skupić ta kadencja. Obecna władza nie ma żadnego pomysłu na walkę z depopulacją.

Mieszkańcy oczekują nie tylko infrastruktury, ale także dobrej oferty kulturalno-rekreacyjnej. Jak ocenia Pan miejskie jednostki działające w tym obszarze?

Mam nieodparte wrażenie – i tu postaram się być łagodny – że w urzędzie nikt się specjalnie nie przemęcza wymyślaniem czegokolwiek nowego. Jest brak wizji, brak pomysłów i – co najgorsze – brak elementarnej chęci. To niestety bardzo szybko przenosi się na miejskie jednostki: pracownicy są pogubieni, organizacja imprez wygląda, jakby odbywała się metodą kopiuj-wklej z zeszłego roku.

Brzmi jak powtórka z rozrywki.

Większość wydarzeń to kontynuacje – czasem udane, czasem nie – a te, które kiedyś zarzucono, pewnie wrócą, tyle że z innym logotypem. Zresztą, mieszkańcy mówią to wprost: „Zrobiło się nudno”. I trudno się dziwić – Dni Zawiercia w tym roku to idealny przykład. Zero propozycji dla młodzieży. Kompletnie nic. Ale, jakby to powiedzieć delikatnie… no nie ma się co dziwić, skoro o wszystkim decydują osoby, które młodość pamiętają głównie z kronik filmowych.

Czy – Pana zdaniem – obecny poziom opłat lokalnych jest adekwatny do sytuacji finansowej mieszkańców?

Wszystko drożeje – to fakt. Paliwo, energia, materiały, pensje, nawet naprawa ławki w parku kosztuje więcej niż jeszcze rok temu. Więc opłaty miejskie też będą rosły. Udawanie, że da się je magicznie obniżyć, byłoby zwyczajnie nieodpowiedzialne – chyba że ktoś chce powrotu do czasów, gdy śmieci wywoziło się raz na kwartał, a światła na ulicach gasły po 22:00.

Czyli mamy się cieszyć, że śmieci nie leżą na chodnikach, leci ciepła woda z kranu, a latarnie jeszcze świecą? Słabo to brzmi jak na XXI wiek.

Tu dochodzimy do sedna – bo wzrost kosztów to jedno, a ich rozsądne rozłożenie to zupełnie inna bajka. W Zawierciu wciąż brakuje refleksji nad tym, jak nie obciążać wszystkich po równo, niezależnie od dochodów. Trzeba patrzeć, gdzie są realne dysproporcje i tak konstruować system, żeby nie dusić tych, którzy już ledwo zipią. Inwestycje – mądre, długofalowe – mogą realnie zmniejszać koszty funkcjonowania miasta. Tylko trzeba myśleć, a nie tylko liczyć. Mam szczerą nadzieję, że obecna władza w końcu zmądrzeje i zacznie dbać o mieszkańców, a nie tylko o „słupki w Excelu”. Zawiercie to nie sklep spożywczy. To miasto z ludźmi.

Co z wodnym placem zbaw?

Ten projekt powinien być zrealizowany już dawno temu. Zgłoszony przez młodzież do budżetu obywatelskiego został jednak zablokowany na etapie przetargu przez radnych PO i PiS. Dziś temat wraca – planowana jest przebudowa basenu w centrum, a przy nim ma powstać wodny plac zabaw. Również przy stawach Holenderskiego projektowane są nowe inwestycje i z niecierpliwością czekam na ich efekty.

Największe samorządowe marzenie Łukasza Konarskiego?

Budowa obwodnicy trwa i chciałbym raz jeszcze podziękować poseł Ewie Malik – to dzięki niej kierowcy już dziś mogą z niej korzystać. Gdybym dysponował nieograniczonym budżetem, przeznaczyłbym go przede wszystkim na budowę i przebudowę dróg w Zawierciu – nie tylko gminnych, ale również wojewódzkich i powiatowych, które są dziś w fatalnym stanie oraz ma inwestycje w transport miejski – po to, by podnieść komfort pasażerów oraz zwiększyć liczbę kursów i częstotliwość połączeń. Taka strategiczna modernizacja sieci drogowej i komunikacji zbiorowej to według mnie najlepszy sposób, by realnie poprawić jakość życia mieszkańców.

Dziękujemy za rozmowę.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts