Jak podsumuje Pan miniony sezon w wykonaniu CMC Virtu Viretu?
Był to dla nas czas intensywnej pracy, zmian i emocji. Patrycja Głąbik zrobiła fajną robotę w I rundzie, dysponuje bardzo dobrym warsztatem szkoleniowym, ale w pewnym momencie zabrakło jej doświadczenia w prowadzeniu drużyny ligowej. Trzeba było zareagować. Zmiana trenera to zawsze ciężka decyzja, ale przy Sławomirze Szenkelu widać było chemię – jedność, zaangażowanie, wiarę w to, że gonimy AGH. Zabrakło tylko trzech punktów do upragnionej grupy mistrzowskiej, co boli, bo wiemy, ile serca zawodnicy włożyli w każdy mecz. Chciałbym podziękować też najbliższym współpracownikom, Mariuszowi Woźniakowi i Rafałowi Burdzińskiemu, którzy robią kawał roboty i kosztuje ich to mnóstwo wyrzeczeń, czasu i pracy.
Dziękuję Prezydent Annie Nemś i pracownikom Urzędu Miasta za wsparcie i promocję, a także pracownikom OSiR-u na czele z Dyrektorem Robertem Żesławskim za to, że nasz obiekt jest zawsze doskonale przygotowany, czy do meczów czy treningów. Wiem, że „klej” to nie taka łatwa sprawa do usuwania, jednak z tym sportem nierozłączna.
Muszę również wspomnieć o współpracy z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Pracownicy i wolontariusze robią niesamowitą robotę, zarówno na meczach, jak i podczas wydarzeń organizowanych w naszym mieście.
Czy były momenty, które szczególnie zapadły Panu w pamięć – zarówno pozytywne, jak i trudniejsze?
Zdecydowanie tak. Na plus – w rundzie rewanżowej drużyna stała się jednością, co było widać, gdy na parkiecie zaczęło się kotłować. Nasi gracze potrafili zachować chłodne głowy. No i zawsze stawali za sobą murem. Piłka ręczna to taki sport – nie ma miękkiej gry. Drugim pięknym momentem było rosnące wsparcie naszych kibiców – trybuny coraz bardziej wypełnione, a do tego dołączyła Jurajska Armia, prowadzona przez Tomka Świderskiego, która stworzyła niesamowitą atmosferę na meczach, za co serdecznie dziękujemy. Trudny moment? Zakończenie sezonu i świadomość, że awans wymknął się z rąk tak niewielką różnicą. Mecz w Chrzanowie odbił się tzw. „czkawką”. To boli, ale też daje ogromną motywację.
Jakie cele stawia sobie klub na nadchodzący sezon?
Cel numer jeden nie ulega zmianie – walczymy o awans. Mam nadzieję, że zbudowaliśmy drużynę, która będzie nie tylko skuteczna, ale też charakterna. Równocześnie stawiamy na rozwój naszych młodych zawodników. Nabór do drużyn młodzieżowych trwa.
Przede wszystkim – gramy dla kibiców – więc mamy nadzieję, że to będzie nasz sezon! Razem możemy osiągnąć naprawdę wiele i będziemy tworzyć niesamowitą atmosferę, na parkiecie i na trybunach.
Co jest dziś największym wyzwaniem w prowadzeniu klubu na tym poziomie rozgrywkowym?
To potwierdzą wszyscy Prezesi klubów sportowych, w każdym sporcie. Największym wyzwaniem jest stabilne finansowanie i zapewnienie odpowiednich warunków do treningów i rozwoju zarówno dla seniorów, jak i młodszych roczników. Dlatego serdecznie dziękuję zarówno większym, jak i mniejszym sponsorom i partnerom naszego klubu. To fantastyczna sprawa, że możemy liczyć na wasze wsparcie – w myśl hasła: „Razem Tworzymy Viret”.
Jakie znaczenie ma dla klubu współpraca z młodzieżą?
Chcemy być klubem, który nie tylko osiąga wyniki, ale też wychowuje. Z tego niegdyś słynął Viret i chcielibyśmy do tej tradycji powrócić. Zdajemy sobie sprawę, że „ręczna” przegrywa popularnością z piłką nożną czy siatkówką. Ale kto lubi „mocniejsze” tematy, postawi na szczypiorniaka, bo to niezwykły sport. Mamy wychowanków, którzy przebijają się do SMS-u, są Reprezentantami Polski i zawodnikami Superligi. Obecnie doskonałymi przykładami są: Szymon Mucha, który poszedł do Energii MMTS Kwidzyn, Damian Domagała w Wybrzeżu, a nie zapomnijmy też o Arturze Kocie, który pograł w Zawierciu kilka dobrych lat od czasów młodzieżowych, a obecnie występuje w Piotrkowianinie. Wraca do nas z SMS-u Aleksander Flak – jeden z wychowanków – na którego bardzo mocno liczymy.
Pozostając przy temacie szkolenia, to ukłony dla Dyrektora „szóstki” Dariusza Bednarza, który jest największym orędownikiem szczypiorniaka na poziomie szkół podstawowych w naszym mieście od 20 czy 30 lat. Chcemy, żeby takich historii było więcej. Marzymy o wielkiej piłce ręcznej – i te marzenia chcemy realizować. No i nie zapominajmy o rodzicach naszych młodych graczy, bo ich zapał i zaangażowanie to nieoceniony wkład.
Czego życzyłby Pan sobie i drużynie w nadchodzącym sezonie?
Zdrowia, wytrwałości i wiary. Żeby kontuzje nas omijały, żebyśmy trzymali się razem – na boisku i poza nim – i żeby hala w Zawierciu znowu niosła nas do zwycięstw. A sobie? Żeby pod koniec sezonu móc powiedzieć: zrobiliśmy wszystko, by osiągnąć awans. I żeby się udało.
A co do budowy hali, to My jako Viret, chociaż nieco pomijani w debacie publicznej, również życzymy sobie, by za kilka lat móc korzystać z nowoczesnego obiektu w najwyższej klasie rozgrywkowej.


