Kilkadziesiąt osób straciło pracę, setki rolników zostały bez odbiorcy mleka. Mleczarnia, która przez dekady była jednym z symboli Myszkowa, zakończyła działalność 31 grudnia 2025 roku.
To koniec pewnej epoki. Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Myszkowie, zakład z blisko 100-letnią historią, zniknęła z mapy lokalnego przemysłu. Choć miała przetrwać trudne czasy dzięki połączeniu z jednym z największych graczy na rynku – OSM Łowicz – rzeczywistość okazała się brutalna. Fuzja, która miała być ratunkiem, zakończyła się wygaszeniem działalności.
Sylwester zamiast stabilizacji
Dla około 60 pracowników ostatni dzień 2025 roku oznaczał nie noworoczne nadzieje, lecz wypowiedzenia. Niemal cała załoga myszkowskiego zakładu została zwolniona. Ale dramat nie dotyczy wyłącznie tych, którzy pracowali na hali produkcyjnej czy w administracji.
Upadek mleczarni uderza także w lokalnych rolników – dostawców mleka z Myszkowa i okolicznych powiatów. Według dostępnych danych z zakładem współpracowało ponad tysiąc gospodarstw. Dla wielu z nich była to podstawowa droga zbytu, budowana przez lata wzajemnego zaufania.
Miał być ratunek, skończyło się likwidacją
Połączenie OSM Myszków z OSM Łowicz ogłoszono pod koniec stycznia 2025 roku. Oficjalnie mówiono o wzmocnieniu pozycji rynkowej, optymalizacji kosztów i nowym otwarciu. Łowicki gigant eksportuje swoje produkty do około 50 krajów i przetwarza rocznie ponad pół miliarda litrów mleka. Skala działalności miała dać myszkowskiemu zakładowi stabilność.
Zamiast restrukturyzacji i inwestycji doszło jednak do stopniowego wygaszania produkcji. Ostateczna decyzja o zamknięciu zapadła pod koniec roku. Zakład zakończył działalność 31 grudnia 2025 r.
W tle śledztwo prokuratury
Sprawa upadku mleczarni nie ogranicza się jednak wyłącznie do trudnej sytuacji rynkowej – w Prokuraturze Okręgowej toczy się postępowanie dotyczące podejrzenia wieloletnich nieprawidłowości finansowych w OSM Myszków.
Według ujawnionych informacji z kasy spółdzielni mogło zniknąć ponad 680 tys. zł, a proceder miał trwać nawet kilkanaście, a według niektórych źródeł – około 20 lat. Dopiero po przejęciu zakładu rozpoczęto szczegółową analizę dokumentacji finansowej.
To rodzi pytania o nadzór nad spółdzielnią i odpowiedzialność osób, które przez lata nią zarządzały.
Związkowcy ostrzegali wcześniej
Na trudną sytuację mleczarni jeszcze przed fuzją zwracała uwagę NSZZ „Solidarność” Przemysłu Mleczarskiego. Związkowcy alarmowali o kondycji finansowej zakładu i działaniach poprzedniego zarządu.
– Przykre jest to, że dopiero pod sam koniec samodzielnego funkcjonowania tej mleczarni sygnały dotarły do rady nadzorczej. W mojej ocenie było już wtedy za późno, by uratować zakład jako niezależny podmiot — mówił Zbigniew Sikorski, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Przemysłu Mleczarskiego NSZZ „S”.
Związek podkreślał również, że w trakcie negocjacji dotyczących połączenia pojawiały się napięcia i ograniczanie działalności związkowej.
Koniec symbolu
Mleczarnia w Myszkowie była czymś więcej niż zakładem pracy. Dla wielu mieszkańców stanowiła element lokalnej tożsamości – miejsce, z którym wiązały się rodzinne historie i pokolenia pracowników. Produkty trafiały na stoły w regionie przez dziesięciolecia.
Dziś po tej historii pozostała cisza, zamknięta brama i pytania, na które wciąż brakuje odpowiedzi. Czy bankructwa dało się uniknąć? Czy fuzja była błędem, czy jedynie przyspieszyła nieuchronne? I kto ponosi odpowiedzialność za to, że niemal stuletnia spółdzielnia zakończyła działalność?
Jedno jest pewne – skutki tej decyzji Myszków i okoliczne gminy będą odczuwać jeszcze przez długie lata.


