Sytuacja Szpitala Powiatowego w Myszkowie wchodzi w najbardziej krytyczną fazę od lat. Nadzwyczajna sesja rady powiatu z 2 kwietnia, zwołana pod presją narastających problemów, miała przynieść odpowiedzi. Zamiast tego ujawniła skalę kryzysu – finansowego, organizacyjnego i komunikacyjnego.

Liczby, które nie pozostawiają złudzeń

Najbardziej wymownym momentem obrad było przedstawienie danych finansowych przez dyrekcję. Jak podkreślała dyrektor placówki, Aldona Sylwa, sytuacja jest skrajnie trudna: – Kapitał własny na dzień dzisiejszy to jest minus 34 071 655,55 zł. Taki jest kapitał własny. Na ten moment w banku komercyjnym nie mamy możliwości uzyskania żadnego dofinansowania.

To tylko jeden z elementów szerszego obrazu. Strata za ubiegły rok przekroczyła 9 mln zł, a koszty działalności rosną z roku na rok. Szpital, co wybrzmiało podczas sesji, praktycznie utracił zdolność do finansowania swojej działalności z zewnętrznych źródeł. Dodatkowym obciążeniem są zobowiązania, w tym wielomilionowe roszczenia pracownicze (pozwy opiewające na kwotę ponad 3,4 mln zł – 57 pozwów plus odsetki) i kary finansowe ze strony NFZ w wysokości 303 tys. zł. W praktyce oznacza to, że placówka nie tylko generuje straty, ale również musi mierzyć się z narastającą presją zobowiązań.

Skala problemów dobrze widoczna jest również w pozostałych danych finansowych przedstawionych podczas sesji. Koszty operacyjne szpitala sięgają obecnie około 152 mln zł, co oznacza wzrost o 19 mln zł w porównaniu z rokiem poprzednim. W trakcie sesji pojawiły się też informacje dotyczące kosztów osobowych – średnie wynagrodzenie pielęgniarki w szpitalu ma wynosić około 18 tys. zł, a lekarza około 50 tys. zł, co również wskazywano jako jeden z czynników rosnących kosztów funkcjonowania placówki.

Kryzys, który nie powstał wczoraj

Podczas dyskusji wyraźnie zarysował się spór o odpowiedzialność za obecną sytuację. Ze strony starostwa i dyrekcji szpitala podkreślano przede wszystkim systemowy charakter problemu – wskazując na trudną sytuację całej ochrony zdrowia w Polsce. Część radnych zwracała jednak uwagę, że niezależnie od uwarunkowań ogólnokrajowych nie można pomijać kwestii lokalnego zarządzania placówką. Do tych argumentów odniosła się radna Dorota Kaim-Hagar, mówiąc wprost: – Próba zrzucenia na obecne władze rządzące jest co najmniej nie w porządku. Podobnie radny Rafał Kępski stwierdził: – To konsekwencja złego zarządzania przez ostatnie lata. Apelowaliśmy o plan naprawczy, ale nie słuchaliście.

Wypowiedzi te dobrze oddawały klimat debaty – napięcie między wskazywaniem na systemowe problemy ochrony zdrowia a podkreślaniem odpowiedzialności lokalnych władz za kondycję szpitala.

Oddziały pod presją i realne zagrożenia

Problemy finansowe przekładają się bezpośrednio na funkcjonowanie szpitala. W ostatnich tygodniach pojawiały się informacje o wstrzymywaniu przyjęć, reorganizacji oddziałów i brakach kadrowych. Radna Katarzyna Miklas zwracała uwagę na sygnały dotyczące problemów komunikacyjnych oraz niepokojących relacji na linii dyrekcja–personel. Do tego doszedł poważny incydent związany z bakterią Legionella w instalacji wodnej. Sytuacja wymusiła działania sanitarne i czasowe ograniczenie pracy części oddziałów, co jeszcze bardziej spotęgowało chaos organizacyjny. Choć dyrekcja zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą, dla wielu mieszkańców był to sygnał, że problemy placówki wykraczają poza kwestie finansowe.

Porodówka nadal nie wraca

W tle pozostaje temat zawieszonego oddziału położniczego, który już wcześniej wywołał duże emocje społeczne. Oddział nadal nie funkcjonuje, a jego przyszłość pozostaje niepewna. Oficjalnie zawieszenie obowiązuje do 7 czerwca, jednak brak jednoznacznych deklaracji co dalej. To dla mieszkańców wyraźny sygnał, że dostępność usług medycznych w powiecie może się systematycznie kurczyć.

Bez prywatyzacji i bez konsolidacji

Wyraźne stanowisko w trakcie sesji zaprezentował starosta myszkowski Piotr Kołodziejczyk, odnosząc się do narastających spekulacji wokół przyszłości placówki. – Nie prywatyzujemy szpitala powiatowego w Myszkowie. Nie ma w ogóle takich pomysłów – podkreślił jednoznacznie. Jednocześnie starosta odniósł się do szerszego kontekstu funkcjonowania systemu ochrony zdrowia oraz przykładów z regionu: – Widzę szpital lubliniecki, który się chyba już nie podniesie. Obecna sytuacja nie jest nie do pokonania – zaznaczył, wskazując zarówno na realne zagrożenia, jak i potencjalną możliwość wyjścia z kryzysu. Z jego wypowiedzi wynika również jasno, że na dziś nie są podejmowane działania w kierunku głębszych zmian strukturalnych: – Nie odbyły się też żadne rozmowy w sprawie połączenia czy konsolidacji.

Szpital na rozdrożu

Sytuacja Szpitala Powiatowego w Myszkowie jest dziś symbolem szerszego problemu, z którym mierzy się wiele placówek w Polsce – rosnących kosztów, niedoszacowanych świadczeń i narastającego zadłużenia. Różnica polega jednak na tempie i skali kryzysu. Dziś nie ma już wątpliwości, że placówka znalazła się w punkcie zwrotnym. Najbliższe tygodnie pokażą, czy uda się zatrzymać negatywny trend i wdrożyć realny plan naprawczy. Bo w tej historii nie chodzi już tylko o liczby. Chodzi o bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców i o to, czy lokalny szpital będzie w stanie nadal pełnić swoją podstawową funkcję.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts