W ostatnich tygodniach wokół Szpitala Powiatowego w Myszkowie narasta niepokój. Mieszkańcy coraz głośniej mówią o narastającym chaosie, zmianach kadrowych i masowych zwolnieniach. W przestrzeni publicznej — choćby na grupie „Myszków – ogłoszenia” — krążą informacje o kolejnych pracownikach, którzy opuszczają placówkę. Sytuacja stała się na tyle napięta, że podczas ostatniej sesji Rady Powiatu padły pierwsze, oficjalne już sygnały, że kondycja finansowa szpitala jest dramatyczna.
Mieszkańcy pytają, pracownicy mówią o masowych zwolnieniach, a podczas ostatniej sesji Rady Powiatu Myszkowskiego padły publiczne sygnały o dramatycznej sytuacji finansowej placówki. Radny Rafał Kępski poinformował m.in. o 38 mln zł straty z lat ubiegłych, 4,7 mln zł roszczeń sądowych, ponad 300 tys. zł kar wynikających z zaniedbań dyrekcji oraz utraconych 20 mln zł środków zewnętrznych. W jego wypowiedzi padło też zdanie, które wywołało największe emocje: aby móc skorzystać z 20 mln zł z KPO na kardiologię, szpital miałby zawiesić oddział położniczy na sześć miesięcy.
To właśnie te słowa stały się paliwem dla narastających obaw. Jednocześnie zarówno szpital, jak i starostwo od 24 października nie udzieliły naszej redakcji żadnej odpowiedzi na przesłane pytania. W efekcie przestrzeń publiczną wypełniają nieoficjalne relacje pracowników oraz liczne wpisy mieszkańców, m.in. w grupach internetowych, gdzie coraz częściej pojawiają się informacje o zwolnieniach i przenoszeniu personelu do innych placówek.
Atmosfera strachu i przetasowania kadrowe
Z relacji pracowników, z którymi rozmawialiśmy, wyłania się obraz szpitala w stanie głębokiej reorganizacji. W ostatnich tygodniach z pracy miało odejść ponad 50 osób. Pojawiły się także sygnały o częstych i intensywnych kontrolach na oddziałach, które są wykorzystywane głównie jako narzędzie presji.
Według naszych informatorów nowa dyrekcja wprowadziła szereg decyzji, które zaskoczyły personel. Jednym z nich było oddelegowanie jednego z kierowników oddziału na pełen etat do poradni, bez formalnego odwołania z funkcji. Efekt? Osoba ta wciąż odpowiadała za oddział i jego funkcjonowanie — ale bez możliwości bycia na oddziale. Sytuację tę można określić jako „dublowanie odpowiedzialności bez realnych narzędzi”. Kierownik po 35 latach pracy podjął decyzję o zwolnieniu się, by nie ponieść konsekwencji prawnych za ewentualne zaniedbania.
Czy likwidacja porodówki była planowana od lat?
Obecna sytuacja nie jest oderwana od przeszłości. Kilka lat temu ta sama grupa zarządzająca miała proponować lekarzom z Myszkowa przejście do pracy w Zawierciu. Pracownicy interpretowali to wtedy jako próbę „wygaszania” lokalnego oddziału położniczego. Mimo tych prób, dzięki pracy całego zespołu oddziału ginekologiczno-położniczego w Myszkowie udało się doprowadzić oddział na szczyty rankingu Fundacji Rodzić po Ludzku oraz zwiększyć liczbę porodów, co w skali kraju jest rzadkością.
Dziś, gdy do szpitala powrócił ten sam model zarządzania, pojawiają się analogie. Część pracowników otwarcie mówi, że scenariusz zawieszenia oddziału położniczego jest ich zdaniem przesądzony.
W tle pojawia się kontrowersyjny wątek: działalność prywatnej firmy kardiologicznej GVM Carint. W poprzednich latach planowano włączenie kardiologii w struktury szpitala, co mogło przynieść placówce znaczące korzyści finansowe. Zmiana kierownictwa sprawiła jednak, że te plany upadły, a dotychczasowe układy pozostały nietknięte. W opinii wielu pracowników to właśnie w tym obszarze należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego dziś szpital — i starostwo — pozostają tak konsekwentnie milczące. „Idź śladem pieniędzy” — to krótkie podsumowanie, które powtarza się najczęściej.
Neonatologia i pediatria również pod presją
Według naszych ustaleń również na oddziale pediatrii doszło do sytuacji, które budzą kontrowersje. Jedna z kierujących oddziałem lekarek miała otrzymać obowiązek odpowiedzialności za neonatologię podczas nieobecności lekarza kierującego neonatologią — mimo że, zgodnie z ustawą, decyzje o organizacji pracy oddziałów należą do dyrektora ds. lecznictwa. Gdy odmówiła, powołując się na przepisy, kilka dni później straciła stanowisko. Przez 23 lata była kierownikiem oddziału i współpracowała z kilkunastoma dyrektorami, a niedawno — po dwóch tygodniach pracy nowej dyrekcji i mimo merytorycznego uzasadnienia decyzji — została zwolniona z powodu „utraty zaufania do kierownika oddziału”.
Co więcej, lekarz prowadzący neonatologię w Myszkowie otrzymał już propozycję pracy w Zawierciu. Trudno traktować to jako przypadek.
Milczenie instytucji, rosnąca panika
Brak jakichkolwiek odpowiedzi ze strony szpitala i starostwa — nawet na wnioski o informację publiczną — jest czymś bezprecedensowym. Gdy instytucje milczą, to właśnie relacje pracowników stają się jedynym źródłem wiedzy o tym, co faktycznie dzieje się w placówce.
Podczas ostatniej sesji radny Rafał Kępski zwrócił uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię: dzisiaj „mieszkańcy nie są informowani rzetelnie o tym co się dzieje w szpitalu, o jego faktycznej sytuacji”…
Podsumowanie
Wobec milczenia instytucji publicznych głos pracowników staje się jedynym śladem, po którym można próbować odtworzyć rzeczywisty obraz sytuacji w szpitalu.
Zebrany materiał i relacje, masowe zwolnienia, osłabianie kluczowych oddziałów, wyciszanie dyskusji, brak jakiejkolwiek odpowiedzi na pytania kierowane do szpitala i starostwa — wszystko to każe zadać pytanie, czy decyzje już zapadły, a mieszkańcom pozostaje jedynie czekać na ich ogłoszenie. Atmosfera wokół szpitala pokazuje, że kryzys ma charakter strukturalny, a odpowiedzialność rozkłada się zarówno na dyrekcję, jak i organy prowadzące placówkę.
Zdjęcie: www.zozmyszkow.pl


