Lato rozkręciło się na dobre. Tłumnie ruszyliśmy na plaże, do lasów, nad jeziora, na działki i pikniki. Grill skwierczy, chłodne napoje w ręku, śmiech dzieci, rozmowy do nocy. Wszystko pięknie – tylko jedno pytanie: czy naprawdę ktoś jeszcze wierzy, że papierek po batoniku czy puszka po coli zniknie sama?
Bo sądząc po tym, co zostaje po niektórych „miłośnikach natury”, można by pomyśleć, że żyją w świecie, gdzie nocą zjawiają się leśne wróżki, które zbierają śmieci i z wdziękiem znikają z reklamówką pełną puszek i niedopałków.
Niespodzianka: wróżek nie ma. Jest wstyd.
To naprawdę proste. Miałeś siłę:
- przytargać sześciopak?
- rozłożyć piknik jak na wesele?
- dźwigać torby pełne jedzenia?
To znaczy, że masz też siłę, żeby zabrać śmieci. To nie fizyka kwantowa, to minimum kultury. Bo las, plaża czy łąka to nie twoje podwórko – to przestrzeń wspólna, z której ktoś przyjdzie skorzystać po tobie. I raczej nie planuje wdychać smrodu po twoim grillowaniu.
A może chcesz zostawić coś po sobie na lata? Spokojnie – butelka PET rozkłada się około 400 lat. To zdecydowanie nie jest pamiątka, jaką natura chciałaby zachować.
Bo czyste miejsca nie robią się czyste same. Robią się czyste, kiedy nie zostawiasz w nich swojego bałaganu.


